|
Myślałem dziś, kiedy właściwie to się zaczęło, jak do tego wszystkiego doszło. I muszę się chyba cofnąć o prawie pół roku, by wszystko było możliwie jasne. Choć i tak nie da się w takim opisie zawrzeć wszystkich motywacji i dążeń.
W czerwcu, na wakacje, wróciłem do domu. Chciałem odpocząć, odejść ze sterroryzowanego hotelu i znaleźć sobie spokojniejszą pracę gdzieś w domu. Szukałem kilka tygodni, ale nic się nie pojawiło. Wreszcie, gdy szedłem pewnego dnia na spotkanie z Jarkiem, zupełnie przypadkiem zobaczyłem na oknie Maxsportu ogłoszenie. Poszukiwany był sprzedawca, więc czym prędzej zadzwoniłem. Po którejś z kolei próbie udało mi się umówić na rozmowę. Szybko ją przeszedłem i chyba po kilku dniach już zacząłem tam pracę. Wtedy nie wiedziałem oczywiście, w co się pakuję. Nie da się zaprzeczyć, że sporo się w tym miejscu nauczyłem. Poza tym zyskałem nowe znajomości, nieraz mogłem sprawdzić swoje możliwości i granice wytrzymałości. Wiele dni wspominam z uśmiechem i do nich jak najbardziej mógłbym wrócić. Lubię sprzedawać i lubię kontakt z ludźmi, który praca w sklepie mi zapewniała. Nie da się też ukryć, że swobodnie i przyjemnie łechcąco było być nieformalnym kierownikiem. Przygoda ta jednak z mojej woli się zakończyła. Jej przedłużeniem będzie proces, który wytoczyłem tej firmie za niewypłacanie pensji. Mógłbym też zarzucić szefostwu wiele innych drobniejszych spraw, dam sobie jednak z tym spokój. Mojej należności jednak nie podaruję. I nie chodzi mi aż tak o jakąś konkretną sumę (wszak o płacę na poziomie mniejszym niż minimalna krajowa nie warto drzeć szat), ale o fakt. Nie lubię, gdy się mnie tak traktuję, nie lubię, gdy ktokolwiek tak się moim kosztem wywyższa. Nie będe mógł być na rozprawie osobiście, reprezentować będzie mnie tata. Sędzia przydzielona do tej sprawy, z którą przypadkiem rozmawiałem, powiedziała, że to może wystarczy, jeśli ze strony pozwanego nikt się nie zjawi (co jest prawdopodobne, biorąc pod uwagę wcześniejsze takie procesy). Szkoda, że to przegapię, ale utknąłem tutaj i na razie na pewno nie da się zorganizować szybkiego wypadu do Polski. Niby jestem pewien wygranej, ale z moim szczęściem nic nie wiadomo. Poza tym ja się nie znam. Zobaczymy 11 lutego. W każdym razie z końcem ubiegłego roku zostałem bez pracy, jednak z pewnym szalonym – jak wtedy myślałem – planem. Miałem trafić do Gdyni, miało się wszystko zmienić. Miało. Name: Komentarze: 09.02.2010 :: 23:29 :: 86.149.98.89 09.02.2010 :: 08:18 :: 195.8.125.138 08.02.2010 :: 01:49 :: 213.156.111.26 |